Helpea  >  Wiedza  >  Jak znaleźć motywację po ciężkim wypadku?

Jak znaleźć motywację po ciężkim wypadku?

25 października 2019

helpea odwiedziny 253

Nie ukrywajmy, ciężki wypadek jest nieraz swoistą próbą charakteru dla każdego z nas. W tym momencie przypominają mi się słowa św. Augustyna: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Ale równie często może pojawić się pytanie: jak tutaj walczyć?

Nie podejmuję się odpowiedzieć na to pytanie tylko dlatego, że przeczytałem ileś tam książek i wiem dzięki temu, jak to jest.

W sierpniu 2010 roku miałem bardzo poważny wypadek samochodowy, skutkujący min. urazem nazywającym się stłuczenie pnia mózgu. Po tymże zdarzeniu drogowym, a więc poślizgowi i uderzeniu w drzewo (aby uniknąć zderzenia czołowego z dzikiem) i jeszcze późniejszemu wypadkowi karetki, która mnie wiozła, gdy obudziłem się, jak się okazało później – po dość długim okresie nieprzytomności (prawie miesięcznym), nie mogłem chodzić i skutecznie komunikować się z innymi osobami – wiecie, nie życzę tego najgorszemu wrogowi.

Więc mam nadzieję, że teraz sami dostrzegacie, że mogę napisać: „Wiem, jak to jest!”

Wprowadzając Was jeszcze w to, co było, dodam, że wcześniej zajmowałem się rozwojem osobistym, a więc szkoleniami i coachingiem. Poznałem dzięki temu wiele metod motywacyjnych, a także takich, których zadaniem było sprawić to, aby zapanować nad daną sytuacją w momencie, kiedy nie chce nam się tego czegoś robić.

Ja w tym momencie nie twierdzę, nie przekonuję Was, że metoda zastosowana przeze mnie jest najlepszą, zawsze działa i tym podobne. Chcę Was namówić do jednego – do poszukiwania metody, która będzie motywująca dla każdego z Was. Poszukaj swojej metody! To jest najskuteczniejsze. Jak pisałem, znałem ich wiele, żeby nie napisać dziesiątek. W tym wpisie chcę przedstawić tę, która zadziałała na mnie, również z przykładem.

Często każdemu z nas czegoś po prostu nie chce się zrobić. Mi takie momenty także zdarzały się wcześniej, a więc przed moją rehabilitacją, wiele razy. Jak pisałem, poznałem wiele metod działania w taki sposób, aby mi to nie przeszkadzało, żebym nigdy nie zwątpił, czy też nie przestał robić tego, co sobie zaplanowałem czy też tego co powinienem był robić.

I co? Czy pomagało? Przyznam się szczerze, że nie! Jak mi się nie chciało, jak wcześniej odkładałem to na później, tak samo było i wówczas. Nie chciałem, żeby ta sytuacja powtórzyła się w momencie, w którym najbardziej potrzebowałem motywacji. Przyjąłem jako metodę działania: step by step. Ale po to, żeby iść krok po kroku nie mogłem się zatrzymać. I wiecie, tą samą metodę wykorzystałem również niedawno.

Postanowiłem dość intensywnie ćwiczyć na siłowni. No dobra, ale co to jest? Jestem wzrokowcem, więc tą metodą, którą wykorzystałem, było wyobrażenie sobie obrazu przedstawiającego to, co chcę osiągnąć. Inaczej mówiąc taki cel, do którego chcę dojść.

W przypadku mojej rehabilitacji chciałem samodzielnie chodzić. Obrazem, który mi to pokazywał, było spojrzenie na pokój w mojej pracy i zachęta to dojścia do monitora komputera. Dla osoby nie mogącej chodzić, wierzcie mi, było to bardzo motywujące.

Z kolei, w momencie, w którym rozpoczynałem trening siłowy, motywował mnie obraz samego siebie na zakończenie tych ćwiczeń, a więc to, co chcę osiągnąć. Wierzcie mi, było to wystarczająco motywujące, żeby zacząć swoje starania. Ale niestety nie do końca działo się tak z determinacją do dalszego działania w tym zakresie. Tego po prostu mi brakowało.

Sposób, który zagwarantował mi tą determinację, wbrew pozorom był bardzo prosty. Jak przeanalizowałem sobie to wszystko, co robiłem, okazało się, że na początku fakt, to było dla mnie bardzo motywujące. Ale później to gdzieś uciekało. Także odpowiedź na pytanie dotyczące tego, co robić, aby ta motywacja do działania się nie kończyła, wbrew pozorom była bardzo prosta. Robić to samo co jest skuteczne każdego dnia. Nie dać swojemu mózgowi o tym zapomnieć!

I tak, leżąc każdego dnia w łóżku szpitalnym, jeszcze przed wyruszeniem na rehabilitację, przypominałem sobie ten motywujący mnie obraz, jak też wyobrażałem sobie wykonywanie poszczególnych ćwiczeń, których celem było pozwolenie mi, abym poruszał się każdego nowego dnia samodzielnie.

Teraz, w trakcie ćwiczeń, codziennie rano wyobrażam sobie widok, do którego dążę, a także to, jak wykonuję jedno z ćwiczeń, a więc wyciskanie sztangi z ciężarem. Wiecie jaki efekt kryje się za tym, że działam w ten sposób? W trakcie rehabilitacji nie odpuściłem ani jednego dnia ćwiczeń, a także to, że dziś nie mam problemów z samodzielnym poruszaniem się!

Z kolei jeżeli chodzi o trening siłowy to pamiętam, że podczas pierwszego dnia treningu sztanga, jaką wziąłem do wyciskania, ważyła 30 kilogramów i dałem radę wycisnąć ją chyba 5 razy i to z asekuracją. Teraz tą samą wagę biorę bez żadnej asekuracji i robię to w seriach, a więc 4 razy po 10. Przez ten okres, w którym zacząłem trenować, codziennie stosowałem tę metodę. Ale przez ten okres, około 1,5 roku, dni, w których nie trenowałem, bo po prostu mi się nie chciało było tyle, że mógłbym je zliczyć na palcach jednej dłoni.

Piszę to, nie po to, żeby pokazywać, co udało mi się osiągnąć, ale po to, żeby zachęcić Was do poszukiwania własnej metody lub być może wykorzystać tę opisaną przeze mnie.

Ja moje poszukiwania oparłem na systemach reprezentacji. Jestem wzrokowcem (zresztą jak większość ludzi), więc wyobrażałem sobie obraz. A co gdy na kogoś bardziej działa dźwięk. Powiem jedno, wówczas zamiast widzieć obrazy, niech słyszy dźwięk, który będzie dla niego motywujący. Nie wiem, może głos osoby, na której zdaniu szczególnie mu zależy. I wówczas niech taka osoba wypowiada komunikat, który będzie motywujący. Nie wiem, być może: zrób to, bądź do dzieła.

Oprócz wzrokowców i słuchowców są jeszcze kinestetycy. To osoby, które odczuwają – to, co czują, jest dla nich najważniejsze. A więc niech czują to, co chcą. Nie wiem, to, co chcieliby poczuć pod swoimi stopami, klepnięcie w ramię jako gest podziwu ze strony ważnej osoby czy też dotyk dłonią mięśnia, nad którym zamierzamy intensywnie pracować.

Nie wiem czy sobie przypominacie, ale dość niedawno temu w TV było często pokazywana reklama, która bazowała na tej metodzie. Dość popularna aktorka, reklamowała metodę na odchudzanie zachęcając innych, którzy mieliby to kupić słowami: Twoje koleżanki, patrząc na Ciebie, będą zazdrościły Ci Twojego wyglądu, a Ty będziesz czuła, jak Ci się przyglądają i usłyszysz, jak zachwycają się Twoją figurą. OK, to oczywiście nie jest dosłowny cytat z tamtej reklamy. Ale piszę to, bo oddaje to, do czego Was zachęcam! A więc do poszukania własnej metody determinującej Was w osiągnięciu wyznaczonych sobie celów. Zachęcam Was do poszukania własnej metody i życzę Wam, aby determinowała Was w osiąganiu celów jak ta opisywana przeze mnie motywowała mnie! A zatem do dzieła!

Z mojej rehabilitacji zapamiętałem jeszcze jedno zdarzenie. Na sali, na której leżałem, był również inny pacjent, któremu pewna maszyna uszkodziła ścięgna w ręce. Nie potrafił on jednak znaleźć w sobie motywacji do tego, aby walczyć o tą rękę. Podczas jednej z wizyt jeden z lekarzy zapytał się go wprost: „Ma Pan coś lepszego do robienia niż walka o tę rękę?”.

A zatem zadaj sam sobie to samo pytanie: Czy mam coś lepszego do robienia? Czas, który być może zajmuje Ci komputer bądź telewizja, już nie wróci! A dany film, jak znam telewizję, powtórzą i to pewnie jeszcze nie raz bądź będzie można znaleźć go gdzie indziej. A czy sprawność wróci po dłuższej przerwie tak samo jak niedługo po zdarzeniu?

Jeśli jeszcze nie złożyłeś wniosku przez naszą stronę
lub masz pytania

Skontaktuj się z nami bezpośrednio przy użyciu poniższego formularza

helpea logo

Tel. / fax.: 48 679 67 57
Tel. 727 965 965
E-mail: biuro@helpea.pl

Godziny pracy centrali:

poniedziałek - piątek:
9.00 do 17.00 

facebook instagram helpea helpea google

HELPEA SPÓŁKA Z OGRANICZONĄ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ SPÓŁKA KOMANDYTOWA,
ul. Biznesowa 15, 26-600 Radom, zarejestrowana w Sądzie Rejonowym dla m.st. Warszawy
w Warszawie, XIV Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod nr: 0000579394,
NIP: 9482604817, REGON: 362690955